Andrew Zoppos o sobie

Starszy Instruktor Australijskiej Akademii Terapii Bowena - Andrew Zoppos, pisze o sobie:

 .

Urodziłem się na Cyprze. W młodości byłem bardzo zaangażowany w lekkoatletykę (skok w dal, trójskok, skok wzwyż, bieg na 400m) i uwielbiałem grę w piłkę, dlatego też uważam się za osobę, która dużo wie o kontuzjach jakich można doznać w sporcie.

Wyemigrowałem do Australii w listopadzie 1968 r., z małą walizką, paroma sztukami odzieży i mnóstwem marzeń. Pociągały mnie terapie i metody przynoszące ulgę ludzkiemu cierpieniu, dlatego uczyłem się tradycyjnej medycyny chińskiej, akupunktury, terapii powięziowej, masażu głębokiego tkanki mięśniowej, hipnoterapii, a nawet przyswoiłem podstawy fizjoterapii.

W 1983 miałem wypadek, w wyniku którego znalazłem się w szpitalu z pękniętym mostkiem i poważnym urazem szyjnego odcinka kręgosłupa. Osiem godzin po wypadku wypisano mnie ze szpitala w kołnierzu ortopedycznym i paroma środkami przeciwbólowymi w garści. Przez następne pięć lat nosiłem kołnierz i cierpiałem z powodu ciągłych bólów głowy, migren oraz wielu nieprzespanych nocy.

Mój bardzo bliski przyjaciel, który jest chirurgiem ortopedą, był przekonany, że jedynym rozwiązaniem mojego problemu będzie operacja. Odpowiedziałem mu, że operacja to ostateczność i, że spróbuję znaleźć inną metodę! W ten sposób rozpoczęło się moje poszukiwanie! Potrzebowałem terapii, która pozwoliłaby mi pozbyć się moich dolegliwości. Próbowałem wszystkiego od medycyny konwencjonalnej po alternatywną i komplementarną, osteopatię, fizjoterapię i kręgarstwo. Zacząłem się także uczyć owych technik, aby wiedzieć na jakiej zasadzie działają. Niestety, ani moje “studia”, ani niezliczone zabiegi, którym się poddawałem, nie przynosiły żadnego trwałego efektu, nadal nie mogłem znaleźć “lekarstwa” na moją dolegliwość. Nie było takiej odległości, której bym nie był gotów pokonać, aby znaleźć jakiś sposób. Miałem pecha i po 5 latach od wypadku, operacja zaczęła wydawać się jedyną opcją!

Dopiero w 1988 jeden z moich klientów zasugerował abym wybrał się do terapeuty stosującego technikę Bowena. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tej terapii, pomimo długiej drogi poszukiwań, którą odbyłem! Bez wahania zadzwoniłem i umówiłem się na wizytę następnego dnia. Nie mogłem się doczekać kiedy tam dotrę i dowiem się czegoś więcej na temat tej techniki, zwłaszcza po tym, jak usłyszałem od owego klienta, że jej centralna zasada to: “Przeprogramować ponownie ciało tak, aby uleczyło się samo”. To zdanie pozostało w mojej pamięci aż do dziś. To była najlepsza wiadomość jaką mogłem usłyszeć od tak długiego czasu. Przez te wszystkie lata chodziłem do lekarzy, którzy zmuszali moje ciało do robienia tego, co sami uważali za słuszne, a tu po raz pierwszy podano mi inne logiczne rozwiązanie. Im więcej się nad nim zastanawiałem, tym bardziej obiecująco brzmiało: “Przeprogramować ponownie ciało tak, aby uleczyło się samo!!!!”

Kiedy przybyłem na moje pierwsze spotkanie, zapytałem terapeutę o mechanizm działania tego leczenia. Odpowiedział mi, że nie zna odpowiedzi na to pytanie, ale przez ostatnie 6 miesięcy wszyscy pacjenci, którzy się do niego zgłosili, odczuli istotną poprawę. To mi wystarczyło. Oczywiście moja ciekawość pozostawała nadal niezaspokojona! Muszę przyznać, że początkowo myślałem, że to kolejna z tak zwanych metod “hokus-pokus”. Sama procedura wydawała się przedziwna! Terapeuta dotknął mnie parę razy, a zaraz potem wyszedł z pokoju na ok. dwie lub trzy minuty, aby powrócić i powtórzyć dokładnie tę samą czynność. Następnie, po 35 minutach rzekł do mnie: “To będzie na tyle, do zobaczenia za 7 dni!” Muszę przyznać, że wcale nie miałem ochoty wracać. To wszystko wydawało się zbyt proste!

Przez następne 3 do 4 dni czułem się bardzo dziwnie, ale ku mojemu zaskoczeniu, moja szyja poruszała się nieco swobodniej i piątego dnia była w jeszcze lepszym stanie. Siódmego dnia przybyłem więc jednak na spotkanie i po kolejnych trzech wizytach mogłem wyrzucić kołnierz i nigdy więcej go już nie założyć. W końcu, po pięciu latach poszukiwań, znalazłem metodę, która zadziałała!

Wkrótce potem, zadzwoniłem do Akademii Terapii Bowena w Australii i zapisałem się na najbliższe szkolenie.

Po wielu latach praktykowania tej metody, zrozumiałem wreszcie teorię Toma Bowena. Zdarzało się, że pracowałem w dwóch klinikach na raz, przyjmując aż 40 pacjentów dziennie, cierpiących na przeróżne dolegliwości. Dzięki rekomendacji moich synów spora część klientów, których przyjmowałem, była lekkoatletami i piłkarzami, ale najbardziej zadziwiały mnie rezultaty jakie udawało się osiągnąć w przypadku chorób przewlekłych o podłożu fizjologicznym i organicznym, a nawet tych związanych z problemami natury emocjonalnej i psychicznej.

W 1995 r. kiedy dostałem uprawnienia do nauczania w Akademii Terapii Bowena w Australii, nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś stanę się jednym z niewielu nauczycieli tej techniki na świecie. Szkoliłem wiele osób w różnych krajach, w tym w Australii, Grecji, Niemczech, Rumunii, Gruzji, Bułgarii, na Cyprze i Filipinach.

Jestem teraz jeszcze bardziej zafascynowany Bowenem niż kiedykolwiek przedtem i czuję się dumny z każdego cudownego rezultatu, jaki udaje się osiągnąć tym, których uczyłem

 .

Tekst pochodzi ze strony bowentechnique.pl

Return to Top ▲Return to Top ▲